|
piątek, 31 grudnia 2010
Powstała z inicjatywy dwóch wspaniałych kobiet, matek dzieci, które borykają się z alergią, przy współudziale innych kobiet, także matek, którym ten problem nie jest obcy. Fundacja "Pokonać alergię". Ma dalekosiężne założenia i jej działanie może zmienić życie wielu osób. Nawet jak uda nam się zrobić kilka promili z zamierzeń fundatorów, to i tak inicjatywa ta zasługuje na to, żeby się nad nią pochylić. Powstała w myśl zasady, że lepiej zrobić coś, niż nie zrobić absolutnie nic. Bo każdy mały krok jest ważny. Dlatego bardzo wspierałam fundatorki w ich zamyśle, bo przecież, nawet jak nie uda się osiągnąć wszystkich założeń Fundacji, to i tak absolutnie wszystkie działania służą dobrym celom. Pozdrawiam tych, którzy będą czerpać z nowego źródła wiedzy lub którym pomożemy z ich zmaganiami, oraz wszystkich innych wspierających.
piątek, 13 sierpnia 2010
Sapindus mukorossi. Pod ta nazwą kryje się pierwszy bohater alergicznej opowieści, która ma być dobrym początkiem współpracy z pokładami mojego doświadczenia, spisywanymi sukcesywnie do notatnika. Orzech piorący zagościł w moim życiu przypadkiem, na podstawie całkowitego eksperymentu ekologicznego. Ponieważ działanie na rzecz poprawy środowiska traktuję w kategorii spraw honorowych, a niestety brakuje mi bardzo dużo do osiągnięcia w zakresie niezbędnego minimum, postanowiłam rzucić wyzwanie orzechowi piorącemu i sprawdzić jego cudowne właściwości, tak szeroko reklamowane przez dystrybutorów. Opisów właściwości piorących można znaleźć w sieci bez liku i w związku z tym nie jest celem tego artykułu powielanie tychże informacji. Moje pierwsze spotkanie z orzechem piorącym było rozczarowujące. Otrzymałam woreczek z łupinkami czegoś co podobno w kontakcie z wodą daje naturalne mydło czyli saponinę, dwa woreczki lniane z sznureczkiem do zawiązywania i dwa olejki zapachowe. Teraz należy zrobić dygresję, że w owym czasie mieszkałam z dwoma alergikami: jeden alergik z AZS i z uczuleniem nie tylko mentalnym na wszelkie zapachy, czyli z taką nadwrażliwością zapachową, że nawet kobiety w ciąży mogą przegrać w tej licytacji, oraz mały alergik z potężnym AZS, na początku swojej życiowej drogi. Otworzyłam woreczek z orzechami piorącymi i rzuciło mną o posadzkę. Intensywny zapach, nawet jak na mój brak wrażliwości na zapachy był taki, że stwierdziłam, że mój mąż absolutnie nie przeżyje zapachu prania, po kontakcie z wydzielaną przez te łupinki saponiną, a jak jeszcze dodam do tego olejek zapachowy, to stracę jednego z członków rodziny z powodu wyprowadzki na stałe. No więc odczekałam chwilę, ważąc wszystkie za i przeciw użyciu tego mocno i specyficznie pachnącego środka i zaryzykowałam. Nie uzupełniłam pojemnika na płyn do płukania olejkiem zapachowym, wrzuciłam zgodnie z instrukcją kilka łupinek, zawiązałam woreczek, wrzuciłam do pralki i z głębokim przeświadczeniem, że najgorsze co się może zdarzyć to że będę musiała to wypłukać jeszcze raz, włączyłam zwykły program do prania. Zaglądnęłam przez okienko w trakcie prania. Piana była, więc można było przyjąć za pewnik, że ta saponina jednak się, zgodnie z opisem wydziela, że nie zostałam naciągnięta. Nastrój człowiekowi się od razu poprawia, że naiwny nie jest. Po wypraniu, otworzyłam pralkę, wyciągnęłam pranie do miski, powąchałam i .....nic. Powąchałam więc jeszcze raz większą ilość ubrań. Też nic. Przetestowałam na mężu, to znaczy powiesiłam pranie w łazience i poczekałam na reakcję w stylu jak zwykle "co to tak śmierdzi tutaj". Nic. Cisza, mąż nie zauważył. Znaczy, że faktycznie pachną łupinki, a nie pranie po wypraniu. Następnie obejrzałam pranie, pod światło, ze światłem, w ciemności też, bo a nuż świeci i stwierdziłam, że pranie jest naprawdę wyprane. Prałam ubrania tzw. białe. Faktycznie zgodnie z opisem trzeba dodać trochę sody dla zachowania białego koloru. Nie da się ukryć, że na tzw. uporczywe plamy działają tylko odplamiacze, ale mówimy tu o naprawdę uporczywych plamach. Pranie jest takie jakie powinno być: czyste, w miare miękkie, nie zniszczone. Pozostaje do wyjaśnienia praktyczna kwestia kontaktu rzeczy, wypranych w orzechach piorących ze skórą z AZS. Na trzech alergikach w różnym wieku i w różnym stadium choroby, kontakt z wypranymi rzeczami nie spowodował pogorszenia stanu skóry. Ponieważ nikt nie oczekuje leczenia skóry od proszku tudzież płynu do prania, więc stan uważam za zadowalający. Aspekt ekonomiczny jest zauważalny choć przez lata stosowania nie prowadziłam statystyk w tym zakresie. Jak już ktoś się przyzwyczai do sprawdzania , czy w woreczku są nadal łupinki które zawierają saponinę, i nie przeszkadza mu aspekt organizacyjny w postaci wkładania środka piorącego do woreczka, suszenia tychże woreczków razem z praniem, ewentualnego pamiętania, że co 3 pranie trzeba wymienić łupinki w woreczku to orzechy piorące szczerze polecam. Oczywiście reakcja alergiczna to absolutnie indywidualna sprawa i może się zdarzyć, że każdy inny alergik zareaguje na orzechy piorące pogorszeniem stanu skóry. Dlatego trzeba zamówić sobie małą porcję, albo wziąć od znajomego porcję na spróbowanie, żeby nie kupować kota w worku. Osoby, które mają jednak alergię na wszelkie zachowania proekologiczne i są przeciw nim dla zasady, absolutnie przestrzegam przed próbowaniem. Można sobie złamać światopogląd, bo człowiek się od idei orzechów piorących szybko uzależnia.
sobota, 24 lipca 2010
Zbiór artykułów, jakim są zasoby tego bloga, powstaje w sposób otwarty, dostępny każdemu i bez bezpośredniej kontroli. Należy zawsze zakładać, że artykuł o treści medycznej nie został napisany przez lekarza. Artykuły zapisane na blogu dotyczące medycyny tematów pokrewnych służą przede wszystkim edukacji i nie mogą być traktowane jako porada medyczna w przypadku jakiegokolwiek problemu. Prosimy pamiętać, iż fachowej pomocy należy zawsze szukać w kontakcie z fachowcem, a więc lekarzem, farmaceutą, pielęgniarką lub ratownikiem medycznym. Jakiekolwiek informacje nie mogą być podstawą do przeprowadzenia samodiagnozy, leczenia ani podejmowania jakichkolwiek działań związanych ze zdrowiem człowieka. Nie są one także w stanie zastąpić wizyty u lekarza.
wtorek, 14 kwietnia 2009
Miejsce to powstało dla Was wszystkich, którzy mają problem z alergią. Słowo to mieści w sobie wiele problemów. Postaram się zebrać tu drogowskazy, które przeprowadzą Was przez codzienne zmagania. Jest wiele miejsc, w których można dowiedzieć się wiele na ten temat. Nie będę powielać tych informacji, ale znajdować dla siebie i dla Was do nich drogę. A na każde pytanie, które pojawi się w mojej głowie, albo w Waszych postaram się znaleźć odpowiedź. Zapraszam Was do współtworzenia tego miejsca, półki w mojej głowie, która jest tylko zaczątkiem marzenia. Może kiedyś się spełni. Na razie jestem tutaj, żeby pomagać, uczyć się, oswajać rzeczywistość.
|