Uncja zapobiegliwości warta jest funta leczenia. Wszystkie teksty i zdjęcia zawarte na stronach bloga są chronione prawem autorskim.
środa, 06 czerwca 2012
Założyłam ten blog, żeby dzielić się swoim doświadczeniem w walce z alergią. Miało być to miejsce kontaktu z osobami, które szukają informacji. Spotykając na swojej drodze wiele osób, które zaczynają od zera, pomyślalam,że dobrze by było, żeby w sieci znalazło się takie miejsce, w którym będzie można poszukać odnośników do wielu zródeł informacji. Nie aspirowałam do tego, żeby samej pisać wiele artykułów, ponieważ ktoś to już uczynił przede mną. Poza tym proza zycia jest taka, że ledwie znajduję czas na moje podstawowe obowiązki. Ale to musi się zmienić w pewnym zakresie. W związku z zanieczyszczeniem środowiska jest coraz więcej alergików. Mamy coraz więcej produktów, które wycierają sobie opakowania nazwą hipoalergiczny, nie zapewniając jakości. Można się zgubic w tym gąszczu. lekarze nie są zgodni co do wielu metod leczenia.  Czasem trafiamy od specjalisty do specjalisty i każdy następny lekarz każe wyrzucić wszystko, co powiedział poprzedni. Nawet mnie, po 9 latach znajomości tego procederu udowadniania pacjentowi swojej własnej wartości przez lekarza, czasem ogarnia bezsilność. Pomyślałam sobie, że mój cel był prozaiczny. Chciałam się podzielić sprawdzonymi sposobami w przeciwdziałaniu rozwojowi alergii. Ponieważ regułą jest brak reguły, nie każdy z prezentowanych sposobów może skutecznie zadziałać u każdego chorego, ponieważ alergia jest chorobą dynamiczną. Ale zawsze warto spróbować. Będę się pisać o tym jak moja własna rodzina chroni się przed rozwojem alergii. Mam w tym swój własny interes. Chciałabym, żeby jak najmniej osób chorowało na astmę, będacą w większości przypadków konsekwencją marszu alergicznego. Można powiedzieć, że to moja misja, ale ostatnio stwierdziłam, że to troche medialnie wyświechtane słowo. Więc po prostu takie sobie wyznaczyłam zadanie - podzielić się tym co chroni moich bliskich przed rozwojem choroby. Każdy czytelnik może wziąć dla siebie co chce, nie musi przyjmować tej wiedzy, bo nie jestem żadnym autorytetem. Nie jestem też żadnym ekspertem, po prostu dużo zrobiłam w tym kierunku, żeby wykorzystać wszystkie dostępne możliwości, żeby zapobiegać, tam gdzie można i leczyć kiedy trzeba. Zacznę od tego, żeby z alergią nie walczyć, tylko przeciwdziałać jej rozwojowi. Ktoś mógłby powiedzieć, jaka to mała różnica. A okazuje się, że bardzo wielka. Kiedy walczyłam, czułam się wyczerpana uderzaniem głową w ścianę za każdym razem kiedy choroba znowu posuwała się do przodu. Kiedy przeciwdziałam, wypełniam swoje zadania i sprawdzam czy na każdym odcinku wszystko jest pod kontolą. I jest mi lepiej. Pokornie przyjmuję rozwój choroby [pyłkowicy] u młodszego dziecka, nawrót AZS u starszego. Uczę się od nowa sposobów, które przestały mi być potrzebne, bo myślałam, że częśc objawów nie wróci, że jest zaleczona. Dlatego znowu tu jestem. Sonka ze swojego miejsca. 
piątek, 31 grudnia 2010
 Powstała z inicjatywy dwóch wspaniałych kobiet, matek dzieci, które borykają się z alergią, przy współudziale innych kobiet, także matek, którym ten problem nie jest obcy. Fundacja "Pokonać alergię". Ma dalekosiężne założenia i jej działanie może zmienić życie wielu osób.  Nawet jak uda nam się zrobić kilka promili z zamierzeń fundatorów, to i tak inicjatywa ta zasługuje na  to, żeby się nad nią pochylić. Powstała w myśl zasady, że lepiej zrobić coś, niż nie zrobić absolutnie nic. Bo każdy mały krok jest ważny. Dlatego bardzo wspierałam fundatorki w ich zamyśle, bo przecież, nawet jak nie uda się osiągnąć wszystkich założeń Fundacji, to i tak absolutnie wszystkie działania służą dobrym celom. Pozdrawiam tych, którzy będą czerpać z nowego źródła wiedzy lub którym pomożemy z ich zmaganiami, oraz wszystkich innych wspierających.
piątek, 13 sierpnia 2010
Sapindus mukorossi. Pod ta nazwą kryje się pierwszy bohater alergicznej opowieści, która ma być dobrym początkiem współpracy z pokładami mojego doświadczenia, spisywanymi sukcesywnie do notatnika. Orzech piorący zagościł w moim życiu przypadkiem, na podstawie całkowitego eksperymentu ekologicznego. Ponieważ działanie na rzecz poprawy środowiska traktuję w kategorii spraw honorowych, a niestety brakuje mi bardzo dużo do osiągnięcia w zakresie niezbędnego minimum, postanowiłam rzucić wyzwanie orzechowi piorącemu i sprawdzić jego cudowne właściwości, tak szeroko reklamowane przez dystrybutorów. Opisów właściwości piorących można znaleźć w sieci bez liku i w związku z tym nie jest celem tego artykułu powielanie tychże informacji. Moje pierwsze spotkanie z orzechem piorącym  było rozczarowujące. Otrzymałam woreczek z łupinkami czegoś co podobno w kontakcie z wodą daje naturalne mydło czyli saponinę, dwa woreczki lniane z sznureczkiem do zawiązywania i dwa olejki zapachowe. Teraz należy zrobić dygresję, że w owym czasie mieszkałam z dwoma alergikami: jeden alergik z AZS i z uczuleniem nie tylko mentalnym na wszelkie zapachy, czyli z taką nadwrażliwością zapachową, że nawet kobiety w ciąży mogą przegrać w tej licytacji, oraz mały alergik z potężnym AZS, na początku swojej życiowej drogi. Otworzyłam woreczek z orzechami piorącymi i rzuciło mną o posadzkę. Intensywny zapach, nawet jak na mój brak wrażliwości na zapachy był taki, że stwierdziłam, że mój mąż absolutnie nie przeżyje zapachu prania, po kontakcie z wydzielaną przez te łupinki saponiną, a jak jeszcze dodam do tego olejek zapachowy, to stracę jednego z członków rodziny z powodu wyprowadzki na stałe. No więc odczekałam chwilę, ważąc wszystkie za i przeciw użyciu tego mocno i specyficznie pachnącego środka i zaryzykowałam. Nie uzupełniłam pojemnika na płyn do płukania olejkiem zapachowym, wrzuciłam zgodnie z instrukcją kilka łupinek, zawiązałam woreczek, wrzuciłam do pralki i  z głębokim przeświadczeniem, że najgorsze co się może zdarzyć to że będę musiała to wypłukać jeszcze raz, włączyłam zwykły program do prania. Zaglądnęłam przez okienko w trakcie prania. Piana była, więc można było przyjąć za pewnik, że ta saponina jednak się, zgodnie z opisem wydziela, że nie zostałam naciągnięta. Nastrój człowiekowi się od razu poprawia, że naiwny nie jest. Po wypraniu, otworzyłam pralkę, wyciągnęłam pranie do miski, powąchałam i .....nic. Powąchałam więc jeszcze raz większą ilość ubrań. Też nic. Przetestowałam na mężu, to znaczy powiesiłam pranie w łazience i poczekałam na reakcję w stylu jak zwykle "co to tak śmierdzi tutaj". Nic. Cisza, mąż nie zauważył. Znaczy, że faktycznie pachną łupinki, a nie pranie po wypraniu. Następnie obejrzałam pranie, pod światło, ze światłem, w ciemności też, bo a nuż świeci i stwierdziłam, że pranie jest naprawdę wyprane. Prałam ubrania tzw. białe. Faktycznie zgodnie z opisem trzeba dodać trochę sody dla zachowania białego koloru. Nie da się ukryć, że na tzw. uporczywe plamy działają tylko odplamiacze, ale mówimy tu o naprawdę uporczywych plamach. Pranie jest takie jakie powinno być: czyste, w miare miękkie, nie zniszczone. Pozostaje do wyjaśnienia praktyczna kwestia kontaktu rzeczy, wypranych w orzechach piorących ze skórą z AZS. Na trzech alergikach w różnym wieku i w różnym stadium choroby, kontakt z wypranymi rzeczami nie spowodował pogorszenia stanu skóry. Ponieważ nikt nie oczekuje leczenia skóry od proszku tudzież płynu do prania, więc stan uważam za zadowalający. Aspekt ekonomiczny jest zauważalny choć przez lata stosowania nie prowadziłam statystyk w tym zakresie. Jak już ktoś się przyzwyczai do sprawdzania , czy w woreczku są nadal łupinki które zawierają saponinę,  i nie przeszkadza mu aspekt organizacyjny w postaci wkładania środka piorącego do woreczka, suszenia tychże woreczków razem z praniem, ewentualnego pamiętania, że co 3 pranie trzeba wymienić łupinki w woreczku to orzechy piorące szczerze polecam. Oczywiście reakcja alergiczna to absolutnie indywidualna sprawa i może się zdarzyć, że każdy inny alergik zareaguje na orzechy piorące pogorszeniem stanu skóry. Dlatego trzeba zamówić sobie małą porcję, albo wziąć od znajomego porcję na spróbowanie, żeby nie kupować kota w worku. Osoby, które mają jednak alergię na wszelkie zachowania proekologiczne i są przeciw nim dla zasady, absolutnie przestrzegam przed próbowaniem. Można sobie złamać światopogląd, bo człowiek się od idei orzechów piorących szybko uzależnia. 
sobota, 24 lipca 2010

Zbiór artykułów, jakim są zasoby tego bloga, powstaje w sposób otwarty, dostępny każdemu i bez bezpośredniej kontroli. Należy zawsze zakładać, że artykuł o treści medycznej nie został napisany przez lekarza.

Artykuły zapisane na blogu dotyczące medycyny tematów pokrewnych służą przede wszystkim edukacji i nie mogą być traktowane jako porada medyczna w przypadku jakiegokolwiek problemu.

Prosimy pamiętać, iż fachowej pomocy należy zawsze szukać w kontakcie z fachowcem, a więc lekarzem, farmaceutą, pielęgniarką lub ratownikiem medycznym.

Jakiekolwiek informacje nie mogą być podstawą do przeprowadzenia samodiagnozy, leczenia ani podejmowania jakichkolwiek działań związanych ze zdrowiem człowieka. Nie są one także w stanie zastąpić wizyty u lekarza.


wtorek, 14 kwietnia 2009
Miejsce to powstało dla Was wszystkich, którzy mają problem z alergią. Słowo to mieści w sobie wiele problemów. Postaram się zebrać tu drogowskazy, które przeprowadzą Was przez codzienne zmagania. Jest wiele miejsc, w których można dowiedzieć się wiele na ten temat. Nie będę powielać tych informacji, ale znajdować dla siebie i dla Was do nich drogę. A na każde pytanie, które pojawi się w mojej głowie, albo w Waszych postaram się znaleźć odpowiedź. Zapraszam Was do współtworzenia tego miejsca, półki w mojej głowie, która jest tylko zaczątkiem marzenia. Może kiedyś się spełni. Na razie jestem tutaj, żeby pomagać, uczyć się, oswajać rzeczywistość.   
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30